- No gdzie ty jesteś? Całe przedpołudnie do ciebie dzwonię, a ty nie odbierasz. Gdzie się podziewasz?
Paweł od rana próbował się ze mną skontaktować. Dzwonił i dzwonił. W podręcznej torbie słyszałem buczenie smartfona, wściekłego, że nikt nie raczy odebrać natrętnego połączenia. Kiedy w końcu odebrałem, było już późne popołudnie.
- Przydałoby się najpierw jakieś "cześć" na powitanie. - Podniesiony ton głosu mojego przyjaciela, nie wyprowadził mnie z równowagi.
- "Cześć" by było, gdybyś raczył od razu odebrać ten pieprzony telefon.
- Pawełku, mój drogi przyjacielu, nie ma mnie w Krakowie. Jestem na szkoleniu w Zakopcu.
Po drugiej stronie zaległa cisza. No tak, teraz mu się głupio zrobiło, że od razu przystąpił do awantury. Już po chwili usłyszałem dużo łagodniejszy głos.
- Strasznie cię przepraszam, nie wiedziałem. Myślałem, że zapomniałeś o ślubie.
Jakbym mógł zapomnieć o takim wydarzeniu. Mój serdeczny przyjaciel stanie niedługo przed ołtarzem obok lady Margaret, zołzy i francy w jednej osobie, która spotkała się ze mną jakiś czas temu, by oznajmić, że ma wątpliwości co do ślubu.
- Nie, nie zapomniałem. Przecież jestem twoim świadkiem.
- Kiedy wracasz?
- Pod koniec tygodnia. Na weekend... - zawahałem się na chwilę. Czy na pewno na sobotę i niedzielę będę w Krakowie? Przecież nie muszę się śpieszyć z powrotem. Ten czas mogę wykorzystać, spędzając go w towarzystwie Wiktora. Uśmiechnąłem się do siebie. - Postaram się wrócić na weekend. Ale jeśli się okaże, że nie dałem rady, to będę na pewno w niedzielę.
- Dobra, odezwij się, bo jest naprawdę sporo spraw do załatwienia. Gosia już zaczyna się denerwować. Chce, żeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Bez niespodzianek.
Ona ci dopiero z niespodzianką może wyskoczyć, przemknęło mi przez myśl. Jednak głośniej dodałem:
- Spoko, damy radę. Z wszystkim się wyrobimy na czas.
Pożegnaliśmy się, życząc sobie miłego dnia i obiecując, że wkrótce się zobaczymy. Ruszyłem w stronę toalet. Ciśnienie w pęcherzu stawało się uciążliwe, dlatego czym prędzej musiałem pozbyć się zalegającego ciężaru. Natychmiast odczułem ulgę. Susząc ręce pod dmuchawą z gorącym powietrzem, dostrzegłem w lustrze, jak uchylają się drzwi. W progu stanął Kamil. Cholera, jeszcze jego tu brakowało. Przeczuwałem, że nie przejdzie obojętnie obok, tylko będzie musiał zaczepić.
- Tu jesteś!
Nie pomyliłem się. Patrzyłem na jego krzywe odbicie, oczekując na kolejne słowa.
- Namyśliłeś się? - zadał pytanie, przystając obok umywalki. Pożerał mnie wzrokiem. Nim zdążyłem sobie wyobrazić, jak zdziera mi ubranie z ciała, targa i szarpie na kawałki, jego oczy błysnęły zadowolone. W umyśle Kamila już byłem nagi, niczym Adam w raju.
- Tak - odparłem, nie przerywając suszenia rąk. - Nadal nie jestem zainteresowany twoją seks ofertą.
Twarz Kamila nagle spochmurniała. Ściągnął brwi i nim zdążyłem zareagować, przyskoczył do mnie niespodziewanie i rzucił o ścianę.
- Kurwa! - Dał się ponieść emocjom. - Co jest z tobą nie tak, dupku? Bawisz się ze mną? Pogrywasz sobie? O co ci, kurwa, chodzi?
Zaskoczony tą reakcją stałem oszołomiony. Ale zachowałem zimną krew.
- Może to z tobą jest coś nie tak.
- Wszyscy się ze mną dupczą. Rżniemy się jak suki, tylko ty wymyślasz - wycedził przez zaciśnięte zęby. Stał w niewielkiej odległości, tuż przy moim uchu, więc czułem na sobie jego gorący oddech. - Zwykły seks, rozumiesz?
- I nikt ci dotąd nie odmówił? - zapytałem spokojnie.
Choć Kamil buchał wściekłością, gotowy w każdej chwili wyrżnąć mi w twarz z pięści, stałem niewzruszony przed nim. Zaciskał dłoń na moim nadgarstku, sprawiając mi ból. Ale twardo milczałem. Nie dałem po sobie poznać, że jestem miękki.
- Nikt!
- Tym bardziej cieszę się, że jestem pierwszy.
- Wkurwiasz mnie! - Ból promieniował od nadgarstka coraz silniej. Jeszcze parę sekund i już nie wytrzymam. - A przecież dobrze wiem, że lubisz obrywać w pysk podczas takich zabaw.
- Co? - wyplułem z siebie słowo.
Jakby mnie ktoś uderzył czymś twardym, tak się poczułem, kiedy usłyszałem słowa Kamila. Irytacja sięgała wszelkich granic możliwości. Już paliła się czerwona lampka, sygnalizująca krytyczny stan moich emocji. Tak niewiele wystarczyło.
- Mam powtórzyć? Z przyjemnością. Lubisz, szmato, jak ci się przypierdala w twarz. Lubisz sadomasochizm w seksie.
- Pojebany jesteś!
- A te sińce? - wskazał twarzą na moje podbite policzki. - Jakiś master cię okładał. Ciekawe jak się tłumaczysz w pracy ze swojego wyglądu? Ale możemy się uzupełnić, suczko. Będę twoim masterem, a ty moim cwelem.
Po twarzy przemknął uśmiech. Debil z tego Kamila. Wysnuł tak idiotyczny wniosek, że to w głowie się nie mieściło. Ale czego można było oczekiwać po blond pale? Przecież tam głupota z tępotą jest za pan brat!
- Prędzej złapiesz się za jaja, nim twoje życzenie zeszmacenia mnie się spełni.
Wymierzyłem mu solidnego kopniaka w krocze. Toaletę wypełnił jęk bólu. Kamil puścił moją rękę, łapiąc się za swoje klejnoty. Zgiął się w pół. Widziałem, jak białka cofają się do oczodołów. Osunął się z łoskotem na posadzkę.
- Mam nadzieję, że pomyślisz dwa razy, nim zechcesz mnie obrazić. I dasz sobie spokój z ruchaniem na jakiś czas, aż jądra się zagoją. Cóż, jaja mogły się stłuc.
Zostawiłem go w takim stanie. Opuszczając toaletę, czułem się dumny, że nie dałem się do końca wyprowadzić z równowagi.
środa, 7 sierpnia 2013
wtorek, 6 sierpnia 2013
Epizod 43.
Wokół unosił się aromat świeżo parzonej kawy. Przez uchylone drzwi na taras wdzierały się odgłosy miasta. Przejeżdżający pod pensjonatem samochód, zburzył na moment zakopiański spokój. Uchyliłem jedno oko. Na stole stały talerz ze świeżymi drożdżówkami oraz dwa kubki z gorącą kawą, zalane przed chwilą wrzątkiem. Skąd wiedziałem, że przed chwilą została zaparzona kawa? Wiktor, bez koszulki, z odsłoniętym torsem, w samych szortach, odkładał czajnik na poprzednie miejsce. Dojrzał, że już nie śpię, tylko mu się przyglądam.
- Zastanawiałem się, jak cię obudzić i - wskazał ręką na stół - zaprosić na śniadanie. Ale widzę, że mój książę uchylił powieki.
Ten jego niesamowity uśmiech, który się pojawił, sprawił że zrobiło mi się błogo na sercu. Byłem w stanie się w nim zakochać. W jego uśmiechu oczywiście, tak dla ścisłości. Ale przebywanie w towarzystwie Wiktora uaktywniało we mnie dawno już uśpione uczucia. Nie sądziłem, że ten obcy człowiek, ten zakopiańczyk, którego wczoraj wyrwałem z internetu, tak mną zawładnie. Moim umysłem, moim sercem, moimi uczuciami, moim ciałem, moją świadomością i podświadomością.
- Do każdego się tak uśmiechasz? - zapytałem, przeciągając się leniwie w łóżku.
- Tylko do ciebie. - Przysiadł na brzegu łóżka i spojrzał głęboko w oczy. Tak głęboko, że miałem wrażenie, że odczytuje moje myśli. - Jest przeznaczony wyłącznie dla ciebie.
- Czym sobie zasłużyłem?
Ręka Wiktora zniknęła pod kołdrą. Jego palce w sekundę dotarły do mojego uda. Reakcja mojego kutasa była natychmiastowa.
- Całym sobą...
Zanurkował pod kołdrą. Ustami odnalazł moje przyrodzenie i zaczął ssać namiętnie. Robił to tak niesamowicie, że wystarczył moment, a ja już dostawałem spazmów. Jęknąłem cicho, starając stłumić krzyk, który usilnie próbował wyrwać się z okowów gardła. Odlatywałem. Język Wiktora wykonywał manewry, usta zasysały żołądź, by pochłonąć go znów całego. Odpływałem. Patrząc w sufit, miałem wrażenie, że przybliżam się do niego, że za chwilę będzie na wyciągnięcie ręki. Unosiłem się.
- Jezu! - wyrwało mi się niespodziewanie.
Zacisnąłem mocno powieki. I nagle błysnęło. Zobaczyłem klub dla gejów, a w nim pełno ludzi, część roznegliżowanych, część stosownie ubranych. Zewsząd docierała muzyka. Zorientowałem się, że to sala taneczna. I kolejny błysk. Dostrzegłem dwóch kolesi. Jeden z nich coś mówił. Krzyczał, ale nie potrafiłem zrozumieć słów. Miałem wrażenie, że ich jednak znam, że już kiedyś miałem okazję ich spotkać i poznać. Następny błysk spowodował, że wróciłem do własnego ciała. Eksplodowałem prosto w usta Wiktora. Aż się biedaczek zadławił.
Opadłem z sił. Przyspieszony oddech wracał do normy. Wiktor uciekł do łazienki, zapewne wyszorować zęby. Też bym tak zrobił na jego miejscu. Higiena to podstawa.
- Czemu zawołałeś Jezusa? - odezwał się po paru minutach z łazienki, kiedy szum wody ustał.
Wzruszyłem ramionami. Też mnie to zaskoczyło. A jeszcze bardziej moje wizje, ale to szczegół. Nie czas i nie miejsce, by o nich myśleć. Wstałem z łóżka. Rozejrzałem się po pokoju. W kącie po drugiej stronie odnalazłem moje bokserki, rzucone w pośpiechu, oraz krótkie spodenki. Zarzuciłem je na siebie.
- Tak mi się wyrwało.
Podszedłem do stołu, na którym stygła kawa.
- Że też Jezusa zachciało ci się mieszać do naszych spraw - Wiktor pocałował mnie w policzek. Zapachniało miętową pastą. Moim blend-a-med, przywiezionym z Krakowa. Arctic fresh jak nic działało.
- Wybacz. Następnym razem postaram się mu nie zawracać głowy.
- Chodź, zjemy na tarasie.
Zabraliśmy nasze śniadanie i wyszyliśmy na zewnątrz. Chłodne, górskie powietrze orzeźwiło nas od razu. Siedząc przy drewnianym stoliku, zajadaliśmy się świeżymi drożdżówkami i popijając kawę. Nigdy nie sądziłem, że spędzę w Zakopcu taki miły poranek. Dopiero po kilkunastu minutach, ten jakże miły czas, zakłóciło otwieranie drzwi w sąsiednim pokoju. Przeniosłem wzrok z mojego przystojniaka, na rozczochranego Mateusza, który stanął oniemiały po drugiej stronie balustrady, dzielącej nasz taras.
- Cześć - podrapał się po włosach speszony.
- Widzę, że wstałeś - rzekłem z kpiącym uśmiechem, który pojawił się na ustach.
- Cześć - Wiktor odwrócił się na moment w kierunku Mattiego i machnął ręką na powitanie. Po czym spojrzał na mnie i zrobił zdziwiona minę.
- A ja widzę, że mamy gościa - Matti nadal czuł się nieswojo.
- Tak, Wiktora - odparłem popijając kawę.
- Aha - Matti westchnął. Pewnie nie wiedział już jak ma się zachować.
Wiktor puścił mi oczko. Patrząc na niego znad kubka kawy, dziękowałem w duchu, że nie trafiłem na jakiegoś paszteta albo kogoś pokroju Kamila. Wiktor. Świetny chłopak, coś krzyczało we mnie od środka.
- To ja się powoli zbieram.
- Okej - potwierdziłem.
Matti zniknął w swoim pokoju.
- Kto to? - zapytał szeptem Wiktor.
- Kolega z pracy, z którym jestem na szkoleniu. Taki chłopaczek, ale fajny z niego koleś.
- Widzimy się wieczorem?
- Jak najbardziej.
Dokończyliśmy szybko śniadanie. Szybko wskoczyliśmy razem pod prysznic. I Wiktor, i ja mieliśmy jechać do pracy, a pasowało jakoś się prezentować. Zakopiańczyk odprowadził mnie do taksówki. Pożegnał się zwykłym podaniem ręki, chociaż obaj chcieliśmy dać sobie soczystego całusa. Niestety nie wypadało gorszyć ludzi, między innymi taksówkarza i Mattiego. Kto wie, jakby zareagowali? A nuż wyszłoby, że są homofobami. Obejrzałem się jeszcze za siebie i zobaczyłem, jak przykłada kciuk do ucha, a najmniejszy palec do ust. Znak, że jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Machnąłem mu i puściłem dyskretnie oczko. Ujechaliśmy zaledwie kilka metrów, kiedy padło pierwsze pytanie Mateusza. Wiedziałem, że zbyt długo nie wytrzyma i będzie musiał zaspokoić swoją ciekawość.
- Kto to?
- Wiktor.
- To wiem. Skąd go znasz?
- Kolega. Spotkałem go wczoraj i poszliśmy na piwo.
- Wiesz... Słyszałem w nocy dziwne odgłosy, dobiegające z twojego pokoju...
Pięknie, pomyślałem. Ale o dziwo byłem nadzwyczaj spokojny. Takie pytanie, a raczej nietypowe sformułowania, co prawda były dostępne w mojej księdze z niezwykłymi pytaniami i szokującymi wyrażeniami, ale nie spodziewałem się, że padnie ono tak szybko.
- Jęki, szepty...
- Oglądaliśmy film na laptopie - uśmiechnąłem się do siebie.
Matti pokiwał głową. Zadowoliła go ta odpowiedź. I dobrze. Mam spokój na jakiś czas.
- Zastanawiałem się, jak cię obudzić i - wskazał ręką na stół - zaprosić na śniadanie. Ale widzę, że mój książę uchylił powieki.
Ten jego niesamowity uśmiech, który się pojawił, sprawił że zrobiło mi się błogo na sercu. Byłem w stanie się w nim zakochać. W jego uśmiechu oczywiście, tak dla ścisłości. Ale przebywanie w towarzystwie Wiktora uaktywniało we mnie dawno już uśpione uczucia. Nie sądziłem, że ten obcy człowiek, ten zakopiańczyk, którego wczoraj wyrwałem z internetu, tak mną zawładnie. Moim umysłem, moim sercem, moimi uczuciami, moim ciałem, moją świadomością i podświadomością.
- Do każdego się tak uśmiechasz? - zapytałem, przeciągając się leniwie w łóżku.
- Tylko do ciebie. - Przysiadł na brzegu łóżka i spojrzał głęboko w oczy. Tak głęboko, że miałem wrażenie, że odczytuje moje myśli. - Jest przeznaczony wyłącznie dla ciebie.
- Czym sobie zasłużyłem?
Ręka Wiktora zniknęła pod kołdrą. Jego palce w sekundę dotarły do mojego uda. Reakcja mojego kutasa była natychmiastowa.
- Całym sobą...
Zanurkował pod kołdrą. Ustami odnalazł moje przyrodzenie i zaczął ssać namiętnie. Robił to tak niesamowicie, że wystarczył moment, a ja już dostawałem spazmów. Jęknąłem cicho, starając stłumić krzyk, który usilnie próbował wyrwać się z okowów gardła. Odlatywałem. Język Wiktora wykonywał manewry, usta zasysały żołądź, by pochłonąć go znów całego. Odpływałem. Patrząc w sufit, miałem wrażenie, że przybliżam się do niego, że za chwilę będzie na wyciągnięcie ręki. Unosiłem się.
- Jezu! - wyrwało mi się niespodziewanie.
Zacisnąłem mocno powieki. I nagle błysnęło. Zobaczyłem klub dla gejów, a w nim pełno ludzi, część roznegliżowanych, część stosownie ubranych. Zewsząd docierała muzyka. Zorientowałem się, że to sala taneczna. I kolejny błysk. Dostrzegłem dwóch kolesi. Jeden z nich coś mówił. Krzyczał, ale nie potrafiłem zrozumieć słów. Miałem wrażenie, że ich jednak znam, że już kiedyś miałem okazję ich spotkać i poznać. Następny błysk spowodował, że wróciłem do własnego ciała. Eksplodowałem prosto w usta Wiktora. Aż się biedaczek zadławił.
Opadłem z sił. Przyspieszony oddech wracał do normy. Wiktor uciekł do łazienki, zapewne wyszorować zęby. Też bym tak zrobił na jego miejscu. Higiena to podstawa.
- Czemu zawołałeś Jezusa? - odezwał się po paru minutach z łazienki, kiedy szum wody ustał.
Wzruszyłem ramionami. Też mnie to zaskoczyło. A jeszcze bardziej moje wizje, ale to szczegół. Nie czas i nie miejsce, by o nich myśleć. Wstałem z łóżka. Rozejrzałem się po pokoju. W kącie po drugiej stronie odnalazłem moje bokserki, rzucone w pośpiechu, oraz krótkie spodenki. Zarzuciłem je na siebie.
- Tak mi się wyrwało.
Podszedłem do stołu, na którym stygła kawa.
- Że też Jezusa zachciało ci się mieszać do naszych spraw - Wiktor pocałował mnie w policzek. Zapachniało miętową pastą. Moim blend-a-med, przywiezionym z Krakowa. Arctic fresh jak nic działało.
- Wybacz. Następnym razem postaram się mu nie zawracać głowy.
- Chodź, zjemy na tarasie.
Zabraliśmy nasze śniadanie i wyszyliśmy na zewnątrz. Chłodne, górskie powietrze orzeźwiło nas od razu. Siedząc przy drewnianym stoliku, zajadaliśmy się świeżymi drożdżówkami i popijając kawę. Nigdy nie sądziłem, że spędzę w Zakopcu taki miły poranek. Dopiero po kilkunastu minutach, ten jakże miły czas, zakłóciło otwieranie drzwi w sąsiednim pokoju. Przeniosłem wzrok z mojego przystojniaka, na rozczochranego Mateusza, który stanął oniemiały po drugiej stronie balustrady, dzielącej nasz taras.
- Cześć - podrapał się po włosach speszony.
- Widzę, że wstałeś - rzekłem z kpiącym uśmiechem, który pojawił się na ustach.
- Cześć - Wiktor odwrócił się na moment w kierunku Mattiego i machnął ręką na powitanie. Po czym spojrzał na mnie i zrobił zdziwiona minę.
- A ja widzę, że mamy gościa - Matti nadal czuł się nieswojo.
- Tak, Wiktora - odparłem popijając kawę.
- Aha - Matti westchnął. Pewnie nie wiedział już jak ma się zachować.
Wiktor puścił mi oczko. Patrząc na niego znad kubka kawy, dziękowałem w duchu, że nie trafiłem na jakiegoś paszteta albo kogoś pokroju Kamila. Wiktor. Świetny chłopak, coś krzyczało we mnie od środka.
- To ja się powoli zbieram.
- Okej - potwierdziłem.
Matti zniknął w swoim pokoju.
- Kto to? - zapytał szeptem Wiktor.
- Kolega z pracy, z którym jestem na szkoleniu. Taki chłopaczek, ale fajny z niego koleś.
- Widzimy się wieczorem?
- Jak najbardziej.
Dokończyliśmy szybko śniadanie. Szybko wskoczyliśmy razem pod prysznic. I Wiktor, i ja mieliśmy jechać do pracy, a pasowało jakoś się prezentować. Zakopiańczyk odprowadził mnie do taksówki. Pożegnał się zwykłym podaniem ręki, chociaż obaj chcieliśmy dać sobie soczystego całusa. Niestety nie wypadało gorszyć ludzi, między innymi taksówkarza i Mattiego. Kto wie, jakby zareagowali? A nuż wyszłoby, że są homofobami. Obejrzałem się jeszcze za siebie i zobaczyłem, jak przykłada kciuk do ucha, a najmniejszy palec do ust. Znak, że jesteśmy w kontakcie telefonicznym. Machnąłem mu i puściłem dyskretnie oczko. Ujechaliśmy zaledwie kilka metrów, kiedy padło pierwsze pytanie Mateusza. Wiedziałem, że zbyt długo nie wytrzyma i będzie musiał zaspokoić swoją ciekawość.
- Kto to?
- Wiktor.
- To wiem. Skąd go znasz?
- Kolega. Spotkałem go wczoraj i poszliśmy na piwo.
- Wiesz... Słyszałem w nocy dziwne odgłosy, dobiegające z twojego pokoju...
Pięknie, pomyślałem. Ale o dziwo byłem nadzwyczaj spokojny. Takie pytanie, a raczej nietypowe sformułowania, co prawda były dostępne w mojej księdze z niezwykłymi pytaniami i szokującymi wyrażeniami, ale nie spodziewałem się, że padnie ono tak szybko.
- Jęki, szepty...
- Oglądaliśmy film na laptopie - uśmiechnąłem się do siebie.
Matti pokiwał głową. Zadowoliła go ta odpowiedź. I dobrze. Mam spokój na jakiś czas.
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Epizod 42.
Najbardziej obawiałem się momentu, kiedy między mną a Wiktorem zapanuje sztywna atmosfera. Skończą się tematy rozmów i co wtedy? Udawanie, że nic się nie dzieje? Że jest świetnie, wręcz zajebiście? Dlatego tak bardzo zależało mi na szybkim sfinalizowaniu naszego spotkania i zaciągnięciu go do łóżka. Ale kiedy ten wyskoczył z propozycją spaceru po Krupówkach, zwątpiłem w swój urok osobisty, którym tak zachwycił się Kamil. Przystałem na opcji wałęsania się po Zakopcu, tylko dlatego, że miał piękne oczy. Dla tych oczu zaryzykowałem. Gorzej, jeśli nic z tego nie wyjdzie.
Pozytywnie byłem zaskoczony, kiedy Wiktor zaprowadził mnie pod Gubałówkę. Słońce schowało się już za horyzontem, ale ostatnie promienie wciąż oświetlały "Śpiącego Rycerza". Gwar miasta został w tyle. Przystawałem parę razy i oglądałem się za siebie. Nie, nie podziwiałem Zakopanego. Mimo to byłem pod niemałym wrażeniem ulokowania miasta. Jakby przycupnęło pod Giewontem, tuż pod samymi Tatrami, z przekonaniem, że góry dają najlepszą ochronę.
- Wiktor, dokąd mnie prowadzisz? - Znów zatrzymałem się, by odsapnąć. Teren piął się coraz wyżej. - Chcesz, żebym wyzionął ducha?
Zatrzymał się w odległości kilku metrów. Błysnął białymi zębami w moją stronę. I te oczy, to spojrzenie, które wywoływały we mnie przyjemne przyjemne dreszcze i przyspieszone bicie serca. Coś niesamowitego.
- To tylko Gubałówka - odpowiedział z udawanym grymasem. Wyciągnął rękę w moją stronę. - Chodź śmiało. To jeszcze kawałek.
- Nie wejdę na szczyt, zapomnij.
Niespodziewanie chwycił moją dłoń i trzymając ją, poprowadził mnie w górę. To jego spojrzenie było wprost niesamowite. Czułem się taki... Boże! Czy ja odczuwałem szczęście?
- Nie idziemy na szczyt - odparł. - Nie będę cię prowadził w nocy po lesie.
-To dokąd?
Chciałem wiedzieć. Zatrzymaliśmy się na płaskim wzniesieniu. Dalej ścieżka znikała w lesie i wiodła zapewne dalej na szczyt Gubałówki. Usiedliśmy na ławce. Stąd roztaczał się widok na leżące w dole miasto. Ostatnie promienie słońca sunęły po kamienistych szczytach gór. Wolnym krokiem zbliżał się zmierzch.
- Uwielbiam tutaj przychodzić - odezwał się po chwili Wiktor. - Jest spokój, cisza. Tylko ja i góry. I nikt mi nie przeszkadza.
- To po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytałem zdziwiony.
- Ponieważ kiedy patrzę na ciebie, czuję jak od środka rozpiera mnie radość.
I mnie też, ta myśl przemknęła mi szybko przez umysł niczym torpeda.
- Chciałem się z tobą podzielić takim moim prywatnym miejscem - dodał.
- Ale to raczej spokojne miejsce nie jest - zauważyłem. - Tędy przechodzą turyści w drodze na Gubałówkę. Mało tutaj ciszy.
- Chodziło mi o taką porę, jak dzisiaj, czyli wieczór. Turystów już nie ma. - Chwycił ponownie moją dłoń w swoje ręce i delikatnie musnął wargami. Spojrzał znad okularów, sprawdzając reakcję. - Jesteśmy tylko my i nikt więcej. Ty i ja.
Przysunąłem się bliżej Wiktora. Teraz dotykaliśmy się już kolanami. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, kiedy jego oczy przeniknęły moje, zrozumiałem że sytuacja potoczy się swoim rytmem. I tak też się stało. Pierwszy pocałunek okazał się nieśmiały, taki bardziej sprawdzający. Potem było już tylko lepiej i lepiej. Ciepło jego warg wprawiało mnie w niezwykłe uniesienia. Miałem wrażenie, że się unoszę w powietrzu, że latam. Nigdy czegoś takiego nie doświadczałem, nawet będąc z Arturem.
Złapałem Wiktora obiema rękami za szyję. Oderwaliśmy się na chwilę od siebie. Niespokojny oddech wracał do normy.
- Mam ochotę na ciebie - zaśmiałem się ironicznie. - Wiem, że to zabrzmi dziwnie i dość wulgarnie, ale... Wiktor, mam ochotę cię zerżnąć.
- Jestem twój - przytaknął skinieniem głowy.
Pchnąłem go na ławkę. Czując, jak moja męskość naparła na spodnie, energicznym ruchem rozpiąłem dżinsy Wiktora. Palcami wyczuwałem, że jego pała stoi na baczność. Oswobodziłem ją z opinającej garderoby i pochłonąłem ustami. Za szybko i zbyt głęboko. Poczułem dławienie, ale zapanowałem nad odruchem wymiotnym. Powstrzymałem kaszel i zabrałem się ponownie do sprawiania przyjemności zakopiańczykowi. Wiktor jęknął z rozkoszy. Wplótł palce w moje włosy i zacisnął je mocno, jakby bał się, że mogę niespodziewanie przestać go zadowalać. Ale nie miałem takiego zamiaru. Było mi zbyt dobrze, kiedy czułem naprężonego kutasa w swoim gardle. Docierał, aż do migdałków, penetrując podniebienie, rozpychając policzki.
Niespodziewanie Wiktor przejął inicjatywę. Przytrzymał mnie za głowę i kilka razy mocno pchnął swojego kutasa w usta. Znów docierał do podniebienia, łaskocząc i przyprawiając o dławienie się. Łzy cisnęły się do oczu, ale Wiktor nie miał zamiaru przerywać. Zwolnił tylko na moment.
- Zaraz dojdę - wyszeptał, odchylając głowę do tyłu. - Wiem, że szybko, ale tak właśnie na mnie działasz. Spuszczę ci się w usta.
Nie zareagowałem. Nawet gdybym chciał, nie miałbym nic do powiedzenia. Wiktor przyspieszył ruchy, a ja zacząłem masować mu jaja. Parę minut później jęknął głośno. Dostał spazmów. W tym samym czasie eksplodował. Ciepła substancja zalała mi gardło. Potem nastąpiła druga fala wytrysku, już słabszego, ale wciąż obfita. Wiktor wił się niczym piskorz, wydając z siebie niewyartykułowane dźwięki. Chwilę później, ciężko oddychając wracał do siebie. Usiadł na ławce.
- Teraz moja kolej - zwróciłem się do niego. - Nie podaruję ci tak łatwo.
I nie czekając, rozpiąłem spodnie. Naprężony kutas zniknął w ustach Wiktora. Poddał się bez słów. Przyjął go posłusznie, a przy tym obciągał niesamowicie dobrze, pomimo rozkoszy, którą jeszcze nie tak dawno doświadczył. Chyba przez tę kilkutygodniową wstrzemięźliwość od seksu, szybko odczuwałem, że niedługo będę finiszował. Wykonując ruchy posuwiste, coraz szybsze, docierałem żołędzią do migdałków Wiktora. Słyszałem charczenie, dławienie się, a to tylko mnie podniecało. Na chwilę dałem mu odetchnąć, ale dosłownie na moment. Zaledwie zaczerpnął powietrza, a już kutas zniknął ponownie w jego ustach. Przyjemny szorstki język gładził żołądź, doprowadzając mnie do ekstazy. Odpływałem z każdą sekundą. Miałem wrażenie, że świat wokół mnie wiruje, że znowu się unoszę. Te jego usta, pomyślałem, to przez nie ogarnia mnie takie szaleństwo.
Wtem odczułem przyjemne szarpnięcie od środka. Wyzwolona energia, uwolniła spermę. Trysnąłem prosto w usta Wiktora, zalewając jego gardło. Jęknąłem głośno, bardzo głośno, bo echo rozniosło się po okolicy. Ale nie przejąłem się tym zbytnio. Ogarniały mnie spazmy. Moim ciałem szarpały konwulsje. Chwyciłem mocno włosy Wiktora. Z ust skapywała mu sperma, a mimo to wciąż ssał mojego kutasa.
- Jesteś świetny - odezwałem się po chwili.
Usiadłem obok niego z obsuniętymi spodniami. Zakopane zapłonęło sztucznym światłem. Mrok wychodził coraz śmielej z lasu i zmierzał w kierunku miasta, ciągnąc za sobą czarną pelerynę. A pośrodku tego wszystkiego my, Wiktor i ja.
Pozytywnie byłem zaskoczony, kiedy Wiktor zaprowadził mnie pod Gubałówkę. Słońce schowało się już za horyzontem, ale ostatnie promienie wciąż oświetlały "Śpiącego Rycerza". Gwar miasta został w tyle. Przystawałem parę razy i oglądałem się za siebie. Nie, nie podziwiałem Zakopanego. Mimo to byłem pod niemałym wrażeniem ulokowania miasta. Jakby przycupnęło pod Giewontem, tuż pod samymi Tatrami, z przekonaniem, że góry dają najlepszą ochronę.
- Wiktor, dokąd mnie prowadzisz? - Znów zatrzymałem się, by odsapnąć. Teren piął się coraz wyżej. - Chcesz, żebym wyzionął ducha?
Zatrzymał się w odległości kilku metrów. Błysnął białymi zębami w moją stronę. I te oczy, to spojrzenie, które wywoływały we mnie przyjemne przyjemne dreszcze i przyspieszone bicie serca. Coś niesamowitego.
- To tylko Gubałówka - odpowiedział z udawanym grymasem. Wyciągnął rękę w moją stronę. - Chodź śmiało. To jeszcze kawałek.
- Nie wejdę na szczyt, zapomnij.
Niespodziewanie chwycił moją dłoń i trzymając ją, poprowadził mnie w górę. To jego spojrzenie było wprost niesamowite. Czułem się taki... Boże! Czy ja odczuwałem szczęście?
- Nie idziemy na szczyt - odparł. - Nie będę cię prowadził w nocy po lesie.
-To dokąd?
Chciałem wiedzieć. Zatrzymaliśmy się na płaskim wzniesieniu. Dalej ścieżka znikała w lesie i wiodła zapewne dalej na szczyt Gubałówki. Usiedliśmy na ławce. Stąd roztaczał się widok na leżące w dole miasto. Ostatnie promienie słońca sunęły po kamienistych szczytach gór. Wolnym krokiem zbliżał się zmierzch.
- Uwielbiam tutaj przychodzić - odezwał się po chwili Wiktor. - Jest spokój, cisza. Tylko ja i góry. I nikt mi nie przeszkadza.
- To po co mnie tutaj przyprowadziłeś? - zapytałem zdziwiony.
- Ponieważ kiedy patrzę na ciebie, czuję jak od środka rozpiera mnie radość.
I mnie też, ta myśl przemknęła mi szybko przez umysł niczym torpeda.
- Chciałem się z tobą podzielić takim moim prywatnym miejscem - dodał.
- Ale to raczej spokojne miejsce nie jest - zauważyłem. - Tędy przechodzą turyści w drodze na Gubałówkę. Mało tutaj ciszy.
- Chodziło mi o taką porę, jak dzisiaj, czyli wieczór. Turystów już nie ma. - Chwycił ponownie moją dłoń w swoje ręce i delikatnie musnął wargami. Spojrzał znad okularów, sprawdzając reakcję. - Jesteśmy tylko my i nikt więcej. Ty i ja.
Przysunąłem się bliżej Wiktora. Teraz dotykaliśmy się już kolanami. Kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, kiedy jego oczy przeniknęły moje, zrozumiałem że sytuacja potoczy się swoim rytmem. I tak też się stało. Pierwszy pocałunek okazał się nieśmiały, taki bardziej sprawdzający. Potem było już tylko lepiej i lepiej. Ciepło jego warg wprawiało mnie w niezwykłe uniesienia. Miałem wrażenie, że się unoszę w powietrzu, że latam. Nigdy czegoś takiego nie doświadczałem, nawet będąc z Arturem.
Złapałem Wiktora obiema rękami za szyję. Oderwaliśmy się na chwilę od siebie. Niespokojny oddech wracał do normy.
- Mam ochotę na ciebie - zaśmiałem się ironicznie. - Wiem, że to zabrzmi dziwnie i dość wulgarnie, ale... Wiktor, mam ochotę cię zerżnąć.
- Jestem twój - przytaknął skinieniem głowy.
Pchnąłem go na ławkę. Czując, jak moja męskość naparła na spodnie, energicznym ruchem rozpiąłem dżinsy Wiktora. Palcami wyczuwałem, że jego pała stoi na baczność. Oswobodziłem ją z opinającej garderoby i pochłonąłem ustami. Za szybko i zbyt głęboko. Poczułem dławienie, ale zapanowałem nad odruchem wymiotnym. Powstrzymałem kaszel i zabrałem się ponownie do sprawiania przyjemności zakopiańczykowi. Wiktor jęknął z rozkoszy. Wplótł palce w moje włosy i zacisnął je mocno, jakby bał się, że mogę niespodziewanie przestać go zadowalać. Ale nie miałem takiego zamiaru. Było mi zbyt dobrze, kiedy czułem naprężonego kutasa w swoim gardle. Docierał, aż do migdałków, penetrując podniebienie, rozpychając policzki.
Niespodziewanie Wiktor przejął inicjatywę. Przytrzymał mnie za głowę i kilka razy mocno pchnął swojego kutasa w usta. Znów docierał do podniebienia, łaskocząc i przyprawiając o dławienie się. Łzy cisnęły się do oczu, ale Wiktor nie miał zamiaru przerywać. Zwolnił tylko na moment.
- Zaraz dojdę - wyszeptał, odchylając głowę do tyłu. - Wiem, że szybko, ale tak właśnie na mnie działasz. Spuszczę ci się w usta.
Nie zareagowałem. Nawet gdybym chciał, nie miałbym nic do powiedzenia. Wiktor przyspieszył ruchy, a ja zacząłem masować mu jaja. Parę minut później jęknął głośno. Dostał spazmów. W tym samym czasie eksplodował. Ciepła substancja zalała mi gardło. Potem nastąpiła druga fala wytrysku, już słabszego, ale wciąż obfita. Wiktor wił się niczym piskorz, wydając z siebie niewyartykułowane dźwięki. Chwilę później, ciężko oddychając wracał do siebie. Usiadł na ławce.
- Teraz moja kolej - zwróciłem się do niego. - Nie podaruję ci tak łatwo.
I nie czekając, rozpiąłem spodnie. Naprężony kutas zniknął w ustach Wiktora. Poddał się bez słów. Przyjął go posłusznie, a przy tym obciągał niesamowicie dobrze, pomimo rozkoszy, którą jeszcze nie tak dawno doświadczył. Chyba przez tę kilkutygodniową wstrzemięźliwość od seksu, szybko odczuwałem, że niedługo będę finiszował. Wykonując ruchy posuwiste, coraz szybsze, docierałem żołędzią do migdałków Wiktora. Słyszałem charczenie, dławienie się, a to tylko mnie podniecało. Na chwilę dałem mu odetchnąć, ale dosłownie na moment. Zaledwie zaczerpnął powietrza, a już kutas zniknął ponownie w jego ustach. Przyjemny szorstki język gładził żołądź, doprowadzając mnie do ekstazy. Odpływałem z każdą sekundą. Miałem wrażenie, że świat wokół mnie wiruje, że znowu się unoszę. Te jego usta, pomyślałem, to przez nie ogarnia mnie takie szaleństwo.
Wtem odczułem przyjemne szarpnięcie od środka. Wyzwolona energia, uwolniła spermę. Trysnąłem prosto w usta Wiktora, zalewając jego gardło. Jęknąłem głośno, bardzo głośno, bo echo rozniosło się po okolicy. Ale nie przejąłem się tym zbytnio. Ogarniały mnie spazmy. Moim ciałem szarpały konwulsje. Chwyciłem mocno włosy Wiktora. Z ust skapywała mu sperma, a mimo to wciąż ssał mojego kutasa.
- Jesteś świetny - odezwałem się po chwili.
Usiadłem obok niego z obsuniętymi spodniami. Zakopane zapłonęło sztucznym światłem. Mrok wychodził coraz śmielej z lasu i zmierzał w kierunku miasta, ciągnąc za sobą czarną pelerynę. A pośrodku tego wszystkiego my, Wiktor i ja.
niedziela, 4 sierpnia 2013
Epizod 41.
Mateusz chodził dumny, jak paw, wczuwając się w rolę zakopiańskiego przewodnika. Opowiadał o Krupówkach, gdzie można dobrze zjeść, co można tutaj zobaczyć. Proponował nawet podejście pod Wielką Krokiew, cokolwiek to znaczy. Dla mnie czarna magia. Potem wyjaśnił, że to skocznia, na której szalał Małysz i inni jemu podobni. Bo i skąd mogłem to wiedzieć, skoro sport u mnie leżał w powijakach. Oczywiście wspomniał o najważniejszym, czyli o mostku. Nie musiałem go o to pytać. Akurat tamtędy przechodziliśmy. Podobno turyści, zjeżdżający do Zakopanego uwielbiają cykać sobie przy nim fotki. Więc i ja chwyciłem w dłonie swojego smartfona i pstryknąłem zdjęcie. W tle majaczył niegroźny "Śpioch". Matti pokwapił się również opowiedzieć mi legendę, skąd wzięła się nieoficjalna nazwa Giewontu, czyli "Śpiący Rycerz". Jakoś mnie to nie ciekawiło. Z grzeczności wysłuchałem bajki do końca. Chociaż dużo bardziej skupiłem się na fakcie, że za niedługi czas, w tym oto miejscu, tu przy tym mostku, poznam faceta. Oby w miarę kontaktowego, który zrozumie moje sygnały. Że chcę go zaciągnąć do łóżka.
Kilka minut przed umówioną godziną, pozbyłem się Mateusza. Powiedziałem, że muszę pobyć sam. Akurat mam taką potrzebę. Lekko się zdziwił. Zrobił nieciekawą minę, ale pogodził się z faktem, że wraca do pensjonatu sam. Upewnił się jeszcze, że trafię. Obiecałem, że dam sobie radę, co najwyżej będę pytał o drogę. Pożegnaliśmy się i pognałem w dół Krupówek, w kierunku Gubałówki. Zdążyłem. Punktualność to jednak u mnie atut.
Już z oddali dostrzegłem samotnego mężczyznę. Z tej odległości wyglądał na faceta około trzydziestki, młody, czarne włosy, okulary. Siedział samotnie na podmurówce, tyłem do Giewontu i sprawdzał coś na komórce. Z każdym krokiem upewniałem się, że to on. Granatowa koszulka była, więc sygnał rozpoznawczy miałem z głowy. Chciałem mieć to spotkanie całkiem na luzie. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie serce zabiło dwa razy szybciej, a na ustach pojawił się uśmiech. Zignorowałem ostrzeżenie, które dawał mi organizm. Najważniejszy był ten koleś. Przystanął przed nim. Podniósł niepewnie głowę, uśmiechnął się, na dłużej zatrzymał wzrok na mojej klatce, jakby upewniając się, że na koszulce widnieje napis ACAPULCO.
- Cześć - przywitałem się, wyciągając do niego rękę.
Wstał szybko i uścisnął moją dłoń. Bardzo mocno.
- Cześć. Wiktor.
- Filip - odparłem.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Dłużej niż powinniśmy, ale wciąż trzymał w swoje dłoni, moją dłoń. I nie wypuszczał. Spuściłem wzrok onieśmielony. Ja? Ja, kurwa, onieśmielony! Toż to przecież nigdy się nie zdarza. No nie w moim wykonaniu. Co jest ze mną nie tak? Czemu zrobiłem takie maślane oczy do Wiktora? Skup się, Filip. Masz cel. Masz misję do zrealizowania. I tego się trzymaj. Nie popadaj w paranoję. Zacząłem sobie wmawiać i powoli przynosiło skutek.
- Jestem pod wrażeniem - rzekł po chwili.
- Pod wrażeniem? - podniosłem wzrok. I znowu to spojrzenie. Rany, coś w nim było. Coś kazało mi patrzeć w te jego oczy i nie spuszczać z nich wzroku. Brązowe, takie ciepłe, spokojne, uśmiechnięte. - Co masz na myśli?
- Że poznałem ciebie - odparł. - Inaczej sobie ciebie wyobrażałem. A tu przychodzi taki przystojniak. O, przepraszam...
Wypuścił moją dłoń ze swojego mocnego uchwytu. Jakiś wewnętrzny głos zaczął mi skamleć i ujadać, że czemu to zrobił? Było tak dobrze. Skup się, Filip. Masz cel. Masz przed sobą bóstwo. Chodzący bóg. Męski facet, do tego zakopiańczyk, a jakby nie zakopiańczyk, bo i brakuje tej słynnej góralskiej gwary. No i na szczęście, to od razu by zminusował. Ale Wiktor jest obłęd!
- Za długo przytrzymałem twoją dłoń. Zapatrzyłem się na ciebie. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Dokąd idziemy?
- A na co masz ochotę? - zapytał Wiktor.
- Nie ukrywam, że na ciebie...
Pojawił się uśmiech. Tajemniczy, a jednocześnie znajomy. Wiktor przypatrywał mi się uważnie.
- W końcu w tym celu się spotkaliśmy - dodałem. Zależało mi, żeby zaciągnąć przystojniaka do łóżka. Jeszcze takie chodzące cudo. Po prostu ideał.
- Wiem - odparł. - Ale może najpierw się przejdziemy?
Spacer po Krupówkach?, przeleciało mi przez myśl. Znowu? Ile razy jeszcze będzie mi dane przejść tę trasę? Tęsknię spojrzałem na "Śpiącego Rycerza" w oddali. Też chciałem się przespać, ale w nieco inny sposób i nie sam. Uśmiechnąłem się do mojego towarzysza. Wytrzymam. Jest w końcu wyższy cel...
Kilka minut przed umówioną godziną, pozbyłem się Mateusza. Powiedziałem, że muszę pobyć sam. Akurat mam taką potrzebę. Lekko się zdziwił. Zrobił nieciekawą minę, ale pogodził się z faktem, że wraca do pensjonatu sam. Upewnił się jeszcze, że trafię. Obiecałem, że dam sobie radę, co najwyżej będę pytał o drogę. Pożegnaliśmy się i pognałem w dół Krupówek, w kierunku Gubałówki. Zdążyłem. Punktualność to jednak u mnie atut.
Już z oddali dostrzegłem samotnego mężczyznę. Z tej odległości wyglądał na faceta około trzydziestki, młody, czarne włosy, okulary. Siedział samotnie na podmurówce, tyłem do Giewontu i sprawdzał coś na komórce. Z każdym krokiem upewniałem się, że to on. Granatowa koszulka była, więc sygnał rozpoznawczy miałem z głowy. Chciałem mieć to spotkanie całkiem na luzie. Nie wiem dlaczego w pewnym momencie serce zabiło dwa razy szybciej, a na ustach pojawił się uśmiech. Zignorowałem ostrzeżenie, które dawał mi organizm. Najważniejszy był ten koleś. Przystanął przed nim. Podniósł niepewnie głowę, uśmiechnął się, na dłużej zatrzymał wzrok na mojej klatce, jakby upewniając się, że na koszulce widnieje napis ACAPULCO.
- Cześć - przywitałem się, wyciągając do niego rękę.
Wstał szybko i uścisnął moją dłoń. Bardzo mocno.
- Cześć. Wiktor.
- Filip - odparłem.
Patrzyliśmy sobie w oczy. Dłużej niż powinniśmy, ale wciąż trzymał w swoje dłoni, moją dłoń. I nie wypuszczał. Spuściłem wzrok onieśmielony. Ja? Ja, kurwa, onieśmielony! Toż to przecież nigdy się nie zdarza. No nie w moim wykonaniu. Co jest ze mną nie tak? Czemu zrobiłem takie maślane oczy do Wiktora? Skup się, Filip. Masz cel. Masz misję do zrealizowania. I tego się trzymaj. Nie popadaj w paranoję. Zacząłem sobie wmawiać i powoli przynosiło skutek.
- Jestem pod wrażeniem - rzekł po chwili.
- Pod wrażeniem? - podniosłem wzrok. I znowu to spojrzenie. Rany, coś w nim było. Coś kazało mi patrzeć w te jego oczy i nie spuszczać z nich wzroku. Brązowe, takie ciepłe, spokojne, uśmiechnięte. - Co masz na myśli?
- Że poznałem ciebie - odparł. - Inaczej sobie ciebie wyobrażałem. A tu przychodzi taki przystojniak. O, przepraszam...
Wypuścił moją dłoń ze swojego mocnego uchwytu. Jakiś wewnętrzny głos zaczął mi skamleć i ujadać, że czemu to zrobił? Było tak dobrze. Skup się, Filip. Masz cel. Masz przed sobą bóstwo. Chodzący bóg. Męski facet, do tego zakopiańczyk, a jakby nie zakopiańczyk, bo i brakuje tej słynnej góralskiej gwary. No i na szczęście, to od razu by zminusował. Ale Wiktor jest obłęd!
- Za długo przytrzymałem twoją dłoń. Zapatrzyłem się na ciebie. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Dokąd idziemy?
- A na co masz ochotę? - zapytał Wiktor.
- Nie ukrywam, że na ciebie...
Pojawił się uśmiech. Tajemniczy, a jednocześnie znajomy. Wiktor przypatrywał mi się uważnie.
- W końcu w tym celu się spotkaliśmy - dodałem. Zależało mi, żeby zaciągnąć przystojniaka do łóżka. Jeszcze takie chodzące cudo. Po prostu ideał.
- Wiem - odparł. - Ale może najpierw się przejdziemy?
Spacer po Krupówkach?, przeleciało mi przez myśl. Znowu? Ile razy jeszcze będzie mi dane przejść tę trasę? Tęsknię spojrzałem na "Śpiącego Rycerza" w oddali. Też chciałem się przespać, ale w nieco inny sposób i nie sam. Uśmiechnąłem się do mojego towarzysza. Wytrzymam. Jest w końcu wyższy cel...
piątek, 2 sierpnia 2013
Epizod 40.
- Czemu nie przejdziemy się na Krupówki?
Mateusz siedział po drugiej stronie stolika i popijał zimne piwo, które zakupił w pobliskim sklepie w drodze powrotnej ze szkolenia. Spojrzałem na niego znad komórki, w której uruchomiłem tajemną aplikację do czatowania z gejami. Dzisiejsza afera z Kamilem uaktywniła uśpioną złość na Artura i na jego podwójne życie. Tak, chciałem dać mu w kość. Chciałem się odegrać i... umówić się na porządne ruchańsko. Już najwyższa pora cisnąć w kąt umartwianie się nad sobą. Gdzieś podświadomie wierzyłem jeszcze, że Artur się ocknie i do mnie wróci. Stłumiłem wszystkie uczucia, zagrzebałem, upchałem do szuflady i zamknąłem pod kluczem, by o tym nie myśleć, by zapomnieć, że coś takiego mnie spotkało. Ale Kamil uzmysłowił mi, że można uprawiać seks bez miłości. I to też miałem zamiar dzisiaj zrobić. W ten sposób postawię definitywny krzyżyk na moim związku z Arturem. Potrzebowałem tylko chętnego zakopiańczyka. Przypuszczałem, że jednak będą to głównie krypciochy, które tak szybko się nie ujawnią. A ja potrzebowałem na już, na gwałt chciałem się odegrać na Arturze. Przecież nie jestem od niego gorszy! Oczywiście pojawiło się paru, ale głównie to były dzieciaki, więc cierpliwie szukałem dalej.
Przeszkadzało mi to jojczenie Mateusza. Czemu i czemu nie idziemy na Krupówki? Czemu nie zwiedzimy Zakopanego? Dlaczego cały czas siedzimy w pensjonacie, zamiast korzystać z uroków miasta? Powiedziałem mu, że jeśli tak go Zakopane rajcuje, nie idzie sam. I dodałem, że mnie ta górska mieścina przyprawia o mdłości, więc niech nie liczy na moje towarzystwo. Teraz patrzył tęsknię na "Śpiącego Rycerza", mając pewnie nadzieję, że lada moment wstanie ze snu.
- Nikt cię nie trzyma, Matti - odparłem na luzie. - Śmiało, idź pozwiedzać.
- Nie lubię tak samemu się snuć - łyknął piwo z butelki. Nie odrywał wzroku od Giewontu. Wyobraziłem sobie Mateusza, jak wspina się na szczyt, podniecony, cały purpurowy na twarzy, zmachany, ale szczęśliwy. - Wolałbym mieć towarzystwo.
- Jesteś na szkoleniu. Masz okazje poznać wiele osób. Pomyśl o tym, może akurat ktoś myśli podobnie, jak ty. Jutro sobie z kimś pogadaj na ten temat i idźcie sobie na te cholerne Krupówki. I tak tam nic nie ma, oprócz tłumu ludzi.
Smartfon zawibrował w dłoni. Zerknąłem na wyświetlacz. Nowa wiadomość od użytkownika Wik81. Jeśli te ostatnie cyfry przy nicku wskazują na rok urodzenia, to wreszcie zdarzył się cud na tym ciotowskim łez padole, jakim jest czat gejowski w mieście Zakopane.
"Cześć. Co porabiasz ciekawego?"
Już zapowiada się ciekawie. Dzieciaki do tej pory podawały tylko cyferki w pierwszej wiadomości. Tu zapowiada się inaczej. Do tego używa polskich znaków. Cóż, wyjdę na nieokrzesanego, bo ich nie zastosuję, ale mam nadzieję, że zrozumie. W końcu korzystam z telefonu. Odesłałem wiadomość.
"Hej. Odpoczywam po szkoleniu. Jestem padniety."
Odpisał od razu. Czyżby korespondował tylko ze mną?
"Może masz ochotę się poznać. Spacer?"
Zapowiadało się świetnie. Już mnie połechtało, więc poprawiłem się w fotelu.
"Z przyjemnoscia. Teraz?"
Z podniecenia wyrwał mnie głos Mateusza:
- Z kim tak romansujesz?
- Z dziewczyną - uśmiechnąłem się pod nosem. Na pewno się nabierze.
Tymczasem telefon już zawibrował, przypominając o nadejściu nowej wiadomości od Wika81.
"Nie, spokojnie. Za jakieś półtorej godziny. Muszę dojechać do centrum. Bo w centrum się spotkamy, prawda?"
"Prawda.", odpisuję, "Krupówki?"
Wystrzeliłem z tymi Krupówkami. Przecież nawet nie wiem, gdzie są. Jak ja tam trafię?
"Idealnie. Przy mostku. Będę w granatowej koszulce."
Świetnie! Tylko gdzie jest na Krupówkach jakiś mostek? Spojrzałem na siebie.
"A ja bede w bialej z napisem ACAPULCO. Zatem do zobaczenia o 20:00"
Czekałem chwilę na odpowiedź. W końcu nadeszła.
"Ale pisałeś, że jesteś zmęczony. Może nie chcesz się spotkać?
O Jezus Maria!, przemknęło mi przez myśl. Tak tylko napisałem. Chce mi się dupczenia. Może jesteś tego wart. Jak nie, to się rozejdziemy i poznam kogoś innego.
"Ciebie z checia poznam. O 20 na Krupowkach."
"Zatem do zobaczenia."
Super! Tylko teraz, gdzie są te Krupówki. Spojrzałem na siedzącego obok Mateusza. W głowie pojawił się szatański pomysł.
- Matti, zbieraj się.
- Dokąd? - zapytał.
- Idziemy na Krupówki - odparłem z uśmiechem.
On już mnie zaprowadzi do celu. A potem jakoś dyskretnie go zgubię.
Mateusz siedział po drugiej stronie stolika i popijał zimne piwo, które zakupił w pobliskim sklepie w drodze powrotnej ze szkolenia. Spojrzałem na niego znad komórki, w której uruchomiłem tajemną aplikację do czatowania z gejami. Dzisiejsza afera z Kamilem uaktywniła uśpioną złość na Artura i na jego podwójne życie. Tak, chciałem dać mu w kość. Chciałem się odegrać i... umówić się na porządne ruchańsko. Już najwyższa pora cisnąć w kąt umartwianie się nad sobą. Gdzieś podświadomie wierzyłem jeszcze, że Artur się ocknie i do mnie wróci. Stłumiłem wszystkie uczucia, zagrzebałem, upchałem do szuflady i zamknąłem pod kluczem, by o tym nie myśleć, by zapomnieć, że coś takiego mnie spotkało. Ale Kamil uzmysłowił mi, że można uprawiać seks bez miłości. I to też miałem zamiar dzisiaj zrobić. W ten sposób postawię definitywny krzyżyk na moim związku z Arturem. Potrzebowałem tylko chętnego zakopiańczyka. Przypuszczałem, że jednak będą to głównie krypciochy, które tak szybko się nie ujawnią. A ja potrzebowałem na już, na gwałt chciałem się odegrać na Arturze. Przecież nie jestem od niego gorszy! Oczywiście pojawiło się paru, ale głównie to były dzieciaki, więc cierpliwie szukałem dalej.
Przeszkadzało mi to jojczenie Mateusza. Czemu i czemu nie idziemy na Krupówki? Czemu nie zwiedzimy Zakopanego? Dlaczego cały czas siedzimy w pensjonacie, zamiast korzystać z uroków miasta? Powiedziałem mu, że jeśli tak go Zakopane rajcuje, nie idzie sam. I dodałem, że mnie ta górska mieścina przyprawia o mdłości, więc niech nie liczy na moje towarzystwo. Teraz patrzył tęsknię na "Śpiącego Rycerza", mając pewnie nadzieję, że lada moment wstanie ze snu.
- Nikt cię nie trzyma, Matti - odparłem na luzie. - Śmiało, idź pozwiedzać.
- Nie lubię tak samemu się snuć - łyknął piwo z butelki. Nie odrywał wzroku od Giewontu. Wyobraziłem sobie Mateusza, jak wspina się na szczyt, podniecony, cały purpurowy na twarzy, zmachany, ale szczęśliwy. - Wolałbym mieć towarzystwo.
- Jesteś na szkoleniu. Masz okazje poznać wiele osób. Pomyśl o tym, może akurat ktoś myśli podobnie, jak ty. Jutro sobie z kimś pogadaj na ten temat i idźcie sobie na te cholerne Krupówki. I tak tam nic nie ma, oprócz tłumu ludzi.
Smartfon zawibrował w dłoni. Zerknąłem na wyświetlacz. Nowa wiadomość od użytkownika Wik81. Jeśli te ostatnie cyfry przy nicku wskazują na rok urodzenia, to wreszcie zdarzył się cud na tym ciotowskim łez padole, jakim jest czat gejowski w mieście Zakopane.
"Cześć. Co porabiasz ciekawego?"
Już zapowiada się ciekawie. Dzieciaki do tej pory podawały tylko cyferki w pierwszej wiadomości. Tu zapowiada się inaczej. Do tego używa polskich znaków. Cóż, wyjdę na nieokrzesanego, bo ich nie zastosuję, ale mam nadzieję, że zrozumie. W końcu korzystam z telefonu. Odesłałem wiadomość.
"Hej. Odpoczywam po szkoleniu. Jestem padniety."
Odpisał od razu. Czyżby korespondował tylko ze mną?
"Może masz ochotę się poznać. Spacer?"
Zapowiadało się świetnie. Już mnie połechtało, więc poprawiłem się w fotelu.
"Z przyjemnoscia. Teraz?"
Z podniecenia wyrwał mnie głos Mateusza:
- Z kim tak romansujesz?
- Z dziewczyną - uśmiechnąłem się pod nosem. Na pewno się nabierze.
Tymczasem telefon już zawibrował, przypominając o nadejściu nowej wiadomości od Wika81.
"Nie, spokojnie. Za jakieś półtorej godziny. Muszę dojechać do centrum. Bo w centrum się spotkamy, prawda?"
"Prawda.", odpisuję, "Krupówki?"
Wystrzeliłem z tymi Krupówkami. Przecież nawet nie wiem, gdzie są. Jak ja tam trafię?
"Idealnie. Przy mostku. Będę w granatowej koszulce."
Świetnie! Tylko gdzie jest na Krupówkach jakiś mostek? Spojrzałem na siebie.
"A ja bede w bialej z napisem ACAPULCO. Zatem do zobaczenia o 20:00"
Czekałem chwilę na odpowiedź. W końcu nadeszła.
"Ale pisałeś, że jesteś zmęczony. Może nie chcesz się spotkać?
O Jezus Maria!, przemknęło mi przez myśl. Tak tylko napisałem. Chce mi się dupczenia. Może jesteś tego wart. Jak nie, to się rozejdziemy i poznam kogoś innego.
"Ciebie z checia poznam. O 20 na Krupowkach."
"Zatem do zobaczenia."
Super! Tylko teraz, gdzie są te Krupówki. Spojrzałem na siedzącego obok Mateusza. W głowie pojawił się szatański pomysł.
- Matti, zbieraj się.
- Dokąd? - zapytał.
- Idziemy na Krupówki - odparłem z uśmiechem.
On już mnie zaprowadzi do celu. A potem jakoś dyskretnie go zgubię.
Epizod 39.
Denne to szkolenia, pomyślałem siadając z zapalonym papierosem w ustach na ławce przed budynkiem. Nic nowego nie wnoszą, poza drobnymi szczegółami, które są tak mało istotne, że aż niepotrzebne. Ziewnąłem głośno, patrząc uważnie na drzwi wejściowe. Czekałem na niego cierpliwie, chciałem mieć już to z głowy. O kogo chodzi? O Kamila. Zaczepił mnie na samym początku dzisiejszego szkolenia. Coś tam szeptał o zabawach tylko we dwoje, snuł marzenia o wspaniałych doznaniach, obiecywał rozkosz, aż w końcu powiedziałem mu, żebyśmy się spotkali na przerwie przed wejściem do budynku.
Zdążyłem już wypalić pół papierosa, kiedy blondwłosa gwiazda raczyła zjawić się na schodach. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu i wolnym krokiem ruszyła w moją stronę. Kamil, bo to on był tą gwiazdą, która kazała na siebie czekać, usiadł obok. Z ukosa spojrzał na mnie, mierząc wzrokiem od stóp do głów.
- Jestem zawiedziony - odezwał się wreszcie.
- Że nie odpisałem? - próbowałem zgadnąć, zaciągając się dymem.
- Też - pokiwał głową. - Ale najbardziej zaskoczyło mnie, że usunąłeś konto z profilu. Albo zawiesiłeś działalność. Takie piękne ciało prezentowałeś na zdjęciach.
- Kamilu, czy jak ci tam...
- Kamil - przedstawił się chłopak. - Nadal nie usłyszałem twojego imienia, ale na szczęście Mateusz, twój kolega, raczył mi powiedzieć jak na ciebie wołają. Filip, prawda?
Hmm, Mateusz. Na nim zawsze człowiek może polegać.
- Może być i Filip - wzruszyłem ramionami. Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie było mi wszystko obojętne, co sobie pomyśli Kamil, czy się wygada o mnie i komu. Ta rozmowa miała doprowadzić do końca naszej perfidnej znajomości, opartej na wiadomościach o podtekście tylko i wyłącznie seksualnym. - Nazywaj jak chcesz. Miej tylko jedno na uwadze, że nie zaciągniesz mnie do łóżka. Sorry, ale nie jesteś w moim typie.
Myślałem, że to go w jakiś sposób zaskoczy, otrzeźwi i sprowadzi z chmur na ziemię. Nie przejął się moimi słowami. Bezczelny typ.
- Co ci we mnie nie odpowiada? - zapytał spokojnie. - Wiem, że nie widziałeś mojego ciała...
- I nie chcę widzieć - wtrąciłem szybko. - Proszę cię, nie każ mi tego oglądać.
Pojechało ironią. Ale takich kolesi trzeba tępić już na starcie, jeśli są tak bardzo ślepi. A Kamil, choć wygląda na inteligentną bestię, to jednak wykazuje spory procent tępoty.
- Filip, ja chcę się tylko z tobą ruchać. Pieprzyć się, jak facet z facetem. Pierdolę jakieś uczucia. Mam w dupie miłość. Pociągasz mnie fizycznie.
Pierwsze zdanie wprawiło mnie w szok. Na moment zatrzymałem dym w płucach. Kiedy go wypuszczałem, wypowiadał drugie zdanie, które szybko przetrawiłem. Przy trzecim zacisnąłem pięści i usta, by powstrzymać się przed rozpętaniem bójki, a czwarte i piąte wypompowało ze mnie życie. Powoli spojrzałem na tego samca, który siedział obok na ławce.
- Sorry, ale to nie ta liga.
Powiedziałem to całkiem spokojnie, a co usłyszałem?
- Ale o co ci chodzi? - Kamil ściągnął brwi i podniósł głos. - Chcesz znać rozmiar mojego kutasa? Mogę ci go pokazać. Masz z tym problem, czy co?
Chyba już wiem, gdzie go bolało.
- Nikt ci do tej pory nie odmówił?
- No nikt - przytaknął.
- To jestem pierwszy. - Zgasiłem papierosa na pobliskim koszu. Wydał z siebie ostatni żar. - Cieszę się z tego niezmiernie.
Dla mnie to był koniec rozmowy. Wstałem i ruszyłem do budynku.
- Dokąd idziesz? - zapytał oburzony.
- A jak, kurwa, myślisz? - Tym razem to ja podniosłem głos.
- Nie skończyliśmy rozmawiać. Olewasz mnie w chamski sposób. Nie rozumiem cię. Nie chcesz się zabawić? Jesteś jakiś dziwny.
Artur przemknął mi przed oczami. Nie wiem czemu akurat on. I dlaczego akurat teraz. Wspomnienia wróciły. Byliśmy tacy szczęśliwi, a przynajmniej tak mi się wydawało. Takie sprawialiśmy wrażenie. Były kłótnie, ale one mijały. Po paru godzinach dąsania się i fochowania, dochodziliśmy do porozumienia. Tyle że Artur prowadził podwójne życie. I ja nie byłem jego jedynym facetem w tym okresie. Miał drugi dom i drugiego faceta. Poczułem, jak podnosi się we mnie poziom agresji do Artura. Gdyby tu był, doszłoby do starcia między nami. W tym momencie miałem ochotę dać upust swojej narastającej złości. Zrobić mu na złość. Przespać się z kimś, ot tak. Dla samej przyjemności. Czysty seks, bez żadnych emocji, uczuć, bez zobowiązań, czyli to o czym mówił Kamil. Po prostu ostra jazda, ruchanie na całego. Ale - tu zerknąłem na Kamila - nie z nim. No na Boga, nie z nim.
- Na pewno nie z tobą - rzekłem.
- Pierdol się, suko! - krzyknął za mną.
Ostentacyjnie wyciągnąłem środkowego palca i z uśmiechem wszedłem do klimatyzowanego budynku. Mam go z głowy.
Zdążyłem już wypalić pół papierosa, kiedy blondwłosa gwiazda raczyła zjawić się na schodach. Wyszczerzyła zęby w uśmiechu i wolnym krokiem ruszyła w moją stronę. Kamil, bo to on był tą gwiazdą, która kazała na siebie czekać, usiadł obok. Z ukosa spojrzał na mnie, mierząc wzrokiem od stóp do głów.
- Jestem zawiedziony - odezwał się wreszcie.
- Że nie odpisałem? - próbowałem zgadnąć, zaciągając się dymem.
- Też - pokiwał głową. - Ale najbardziej zaskoczyło mnie, że usunąłeś konto z profilu. Albo zawiesiłeś działalność. Takie piękne ciało prezentowałeś na zdjęciach.
- Kamilu, czy jak ci tam...
- Kamil - przedstawił się chłopak. - Nadal nie usłyszałem twojego imienia, ale na szczęście Mateusz, twój kolega, raczył mi powiedzieć jak na ciebie wołają. Filip, prawda?
Hmm, Mateusz. Na nim zawsze człowiek może polegać.
- Może być i Filip - wzruszyłem ramionami. Nie wiem dlaczego, ale w tym momencie było mi wszystko obojętne, co sobie pomyśli Kamil, czy się wygada o mnie i komu. Ta rozmowa miała doprowadzić do końca naszej perfidnej znajomości, opartej na wiadomościach o podtekście tylko i wyłącznie seksualnym. - Nazywaj jak chcesz. Miej tylko jedno na uwadze, że nie zaciągniesz mnie do łóżka. Sorry, ale nie jesteś w moim typie.
Myślałem, że to go w jakiś sposób zaskoczy, otrzeźwi i sprowadzi z chmur na ziemię. Nie przejął się moimi słowami. Bezczelny typ.
- Co ci we mnie nie odpowiada? - zapytał spokojnie. - Wiem, że nie widziałeś mojego ciała...
- I nie chcę widzieć - wtrąciłem szybko. - Proszę cię, nie każ mi tego oglądać.
Pojechało ironią. Ale takich kolesi trzeba tępić już na starcie, jeśli są tak bardzo ślepi. A Kamil, choć wygląda na inteligentną bestię, to jednak wykazuje spory procent tępoty.
- Filip, ja chcę się tylko z tobą ruchać. Pieprzyć się, jak facet z facetem. Pierdolę jakieś uczucia. Mam w dupie miłość. Pociągasz mnie fizycznie.
Pierwsze zdanie wprawiło mnie w szok. Na moment zatrzymałem dym w płucach. Kiedy go wypuszczałem, wypowiadał drugie zdanie, które szybko przetrawiłem. Przy trzecim zacisnąłem pięści i usta, by powstrzymać się przed rozpętaniem bójki, a czwarte i piąte wypompowało ze mnie życie. Powoli spojrzałem na tego samca, który siedział obok na ławce.
- Sorry, ale to nie ta liga.
Powiedziałem to całkiem spokojnie, a co usłyszałem?
- Ale o co ci chodzi? - Kamil ściągnął brwi i podniósł głos. - Chcesz znać rozmiar mojego kutasa? Mogę ci go pokazać. Masz z tym problem, czy co?
Chyba już wiem, gdzie go bolało.
- Nikt ci do tej pory nie odmówił?
- No nikt - przytaknął.
- To jestem pierwszy. - Zgasiłem papierosa na pobliskim koszu. Wydał z siebie ostatni żar. - Cieszę się z tego niezmiernie.
Dla mnie to był koniec rozmowy. Wstałem i ruszyłem do budynku.
- Dokąd idziesz? - zapytał oburzony.
- A jak, kurwa, myślisz? - Tym razem to ja podniosłem głos.
- Nie skończyliśmy rozmawiać. Olewasz mnie w chamski sposób. Nie rozumiem cię. Nie chcesz się zabawić? Jesteś jakiś dziwny.
Artur przemknął mi przed oczami. Nie wiem czemu akurat on. I dlaczego akurat teraz. Wspomnienia wróciły. Byliśmy tacy szczęśliwi, a przynajmniej tak mi się wydawało. Takie sprawialiśmy wrażenie. Były kłótnie, ale one mijały. Po paru godzinach dąsania się i fochowania, dochodziliśmy do porozumienia. Tyle że Artur prowadził podwójne życie. I ja nie byłem jego jedynym facetem w tym okresie. Miał drugi dom i drugiego faceta. Poczułem, jak podnosi się we mnie poziom agresji do Artura. Gdyby tu był, doszłoby do starcia między nami. W tym momencie miałem ochotę dać upust swojej narastającej złości. Zrobić mu na złość. Przespać się z kimś, ot tak. Dla samej przyjemności. Czysty seks, bez żadnych emocji, uczuć, bez zobowiązań, czyli to o czym mówił Kamil. Po prostu ostra jazda, ruchanie na całego. Ale - tu zerknąłem na Kamila - nie z nim. No na Boga, nie z nim.
- Na pewno nie z tobą - rzekłem.
- Pierdol się, suko! - krzyknął za mną.
Ostentacyjnie wyciągnąłem środkowego palca i z uśmiechem wszedłem do klimatyzowanego budynku. Mam go z głowy.
czwartek, 1 sierpnia 2013
Epizod 38.
Mateusz relacjonował przez telefon pierwszy dzień szkolenia. Nawijał jak katarynka, non stop, o falującym biuście Dżastiny, długich kolumnach zakończonych mini spódniczką. Rajcował się przy tym, wprowadzając w ruch wyobraźnię. Typowy heteryk, pomyślałem odpalając laptopa. Leżąc na łóżku, nasłuchiwałem jednym uchem jego tokowania, dochodzącego z tarasu, który wspólnie dzieliliśmy. Podejrzewałem, że rozmawiając z tą drugą osobą - kimkolwiek ona by nie była - może przypadkiem napomknąć o Kamilu i tym niecnym wyczynie podczas przerwy w zajęciach. W drugiej części kursu nawet zapytał otwarcie, co mi pokazał na komórce. Skłamałem, że to biust Dżastiny. Do końca zajęć udałem, że jestem zły i wściekły, boli mnie głowa i lepiej ze mną nie zadzierać. Poskutkowało. I Kamil, i Mateusz dali mi spokój.
A teraz wróciłem do pensjonatu i zalogowałem się na swój gejowski profil. A tam... Niespodzianka! Trzy wiadomości od użytkownika Kammillo. Nie trudno było się domyślić, co to za Kammillo. Wszystkie dzisiaj wysłane i wszystkie w trakcie szkolenia. Zawahałem się, czy otwierać i przeczytać, czy po prostu usunąć. Ciekawość zwyciężyła. Jak zwykle, cholera.
Pierwsza wiadomość:
"No prosze. Kogo ja widze? Znajoma twarz i... swietna klata. Tylko sie brac."
To jeszcze ujdzie. Ale już zaczęło pod koniec zajeżdżać ślinotokiem. Za to druga wiadomość już była bardziej hardcorowa.
"Ktos tu sie speszyl mocno, hi hi. Tak szybko uciekles i zostawiles mnie ze swoim przynudnawym kolega. Mam nadzieje, ze to nie twoj chlopak, bo bym zwatpil, ze masz takiego ciecia. A stac cie na mnie. Masz ochote sie zabawic dzisiaj wieczorem? Co tam kryjesz pod haslem? Pewnie twoj chuj w pelnej krasie, stojacy i czekajacy na okazje."
O Dżizus! Nie, to niemożliwe. To jakiś perwers! I ja mam z nim siedzieć na szkoleniu przez najbliższy tydzień? I jeszcze takie teksty mam czytać? Przecież jemu mało brakuje, a zacznie mi tak do ucha szeptać podczas przerw. A jak jutro siądzie obok mnie? Mam przesrane. Otworzyłem szybko trzecią wiadomość.
"Odpisz. Co ci szkodzi? Mam wynajety pokoj w hotelu Mercure. Gwarantuje dyskrecje. Co lubisz w seksie?"
Co teraz robić? Nie odpiszę mu, to na pewno, ale jutro mogę nie mieć życia. Dać mu w zęby? Z Oskarem poskutkowało. To ciul, że wylądowałem potem w szpitalu i na dodatek nieprzytomny. Teraz chodziłem z sińcami, ale temu dziadowi się nie dam. Spacyfikuję go. Musi mi się udać. W końcu to tylko głupi gówniarz. A może bijatyka to nie jest rozwiązanie? Jeszcze mnie posądzi o napaść. W zemście oczywiście, że nie chciałem się z nim zabawić. Nie, że mu rozkwasiłem mordę. Jeśli lubi taki sport, to mi podziękuję. Gorzej jak odmówię rozrywki. Podjąłem szybką decyzję. Bach, bach i... zawiesiłem swój profil na "czerwonym" portalu.
Uff!, odetchnąłem z ulgą. Zatrzasnąłem klapę od laptopa. Na pewno dobrze zrobiłem? Kurde, teraz mnie naszły takie "myślenice". Jak ja teraz kogokolwiek poznam? Przecież jestem poza Krakowem. Spędzam całe dnie i noce w Zakopcu. Na pewno wśród górali musi być jakiś przystojny, ale normalny gej. Bez zboczeń, bez perwersji. Tylko w tej pipidówce to zapewne same krypciochy się szlajają. Muszę coś wymyślić. Koniecznie!
Wstałem i wyszedłem na taras. Matti kończył właśnie rozmowę.
- Dobrze, w porządku... Zatem do zgadania. I na pewno będę pamiętał... Pa, mamo.
Aha, to z mamą tak trajkotał namiętnie. Usiadłem w fotelu, wyciągając napoczętą już paczkę papierosów i zapalniczkę. Ułożyłem ten zestaw na stoliku.
- Znowu będziesz palił? - głos Mattiego przeleciał przez balustradę.
- Jak zawsze - wzruszyłem ramionami.
- To może przy okazji opowiesz o swoich doznaniach po drugiej stronie.
Patrzył na mnie poważnie, oczekując dalszego ciągu opowieści, która go rajcowała bardziej niż długonoga Dżastina z kursu.
- Niestety nic nie pamiętam.
Skłamałem oczywiście. Coś tam pamiętałem. No może nie z tego wypadku w "Papierosie...", kiedy zapadłem w śpiączkę na kilka długich dni. Bardziej chodziła mi po głowie utrata przytomności podczas piątkowej biby u tego gejucha wrednego, Oskara. Przeniosłem się gdzieś. Do innego miejsca. Tylko co to mogło być? Klub, muzyka, mężczyźni, dwie niewyraźne twarze, rozmyte, a jednak dziwnie znajome.
- Zawsze możesz zastosować hipnozę. Cofniesz się pamięcią do dnia wypadku i być może nawet odzyskasz wspomnienia z pobytu po drugiej stronie.
- Jesteś szalony - odparłem z uśmiechem.
Wyciągnąłem papierosa. Przez chwilę obracałem go w palcach. Może i szalony, ale to nie byłby głupi pomysł, zwłaszcza że mam dziwne i niepokojące przeczucia. Odpaliłem fajkę i mocno się zaciągnąłem. Dym łagodnie podrażnił gardło i krtań, dostając się do płuc. Ukojenie rozstrojonych po całym dniu nerwów przyszło od razu.
A teraz wróciłem do pensjonatu i zalogowałem się na swój gejowski profil. A tam... Niespodzianka! Trzy wiadomości od użytkownika Kammillo. Nie trudno było się domyślić, co to za Kammillo. Wszystkie dzisiaj wysłane i wszystkie w trakcie szkolenia. Zawahałem się, czy otwierać i przeczytać, czy po prostu usunąć. Ciekawość zwyciężyła. Jak zwykle, cholera.
Pierwsza wiadomość:
"No prosze. Kogo ja widze? Znajoma twarz i... swietna klata. Tylko sie brac."
To jeszcze ujdzie. Ale już zaczęło pod koniec zajeżdżać ślinotokiem. Za to druga wiadomość już była bardziej hardcorowa.
"Ktos tu sie speszyl mocno, hi hi. Tak szybko uciekles i zostawiles mnie ze swoim przynudnawym kolega. Mam nadzieje, ze to nie twoj chlopak, bo bym zwatpil, ze masz takiego ciecia. A stac cie na mnie. Masz ochote sie zabawic dzisiaj wieczorem? Co tam kryjesz pod haslem? Pewnie twoj chuj w pelnej krasie, stojacy i czekajacy na okazje."
O Dżizus! Nie, to niemożliwe. To jakiś perwers! I ja mam z nim siedzieć na szkoleniu przez najbliższy tydzień? I jeszcze takie teksty mam czytać? Przecież jemu mało brakuje, a zacznie mi tak do ucha szeptać podczas przerw. A jak jutro siądzie obok mnie? Mam przesrane. Otworzyłem szybko trzecią wiadomość.
"Odpisz. Co ci szkodzi? Mam wynajety pokoj w hotelu Mercure. Gwarantuje dyskrecje. Co lubisz w seksie?"
Co teraz robić? Nie odpiszę mu, to na pewno, ale jutro mogę nie mieć życia. Dać mu w zęby? Z Oskarem poskutkowało. To ciul, że wylądowałem potem w szpitalu i na dodatek nieprzytomny. Teraz chodziłem z sińcami, ale temu dziadowi się nie dam. Spacyfikuję go. Musi mi się udać. W końcu to tylko głupi gówniarz. A może bijatyka to nie jest rozwiązanie? Jeszcze mnie posądzi o napaść. W zemście oczywiście, że nie chciałem się z nim zabawić. Nie, że mu rozkwasiłem mordę. Jeśli lubi taki sport, to mi podziękuję. Gorzej jak odmówię rozrywki. Podjąłem szybką decyzję. Bach, bach i... zawiesiłem swój profil na "czerwonym" portalu.
Uff!, odetchnąłem z ulgą. Zatrzasnąłem klapę od laptopa. Na pewno dobrze zrobiłem? Kurde, teraz mnie naszły takie "myślenice". Jak ja teraz kogokolwiek poznam? Przecież jestem poza Krakowem. Spędzam całe dnie i noce w Zakopcu. Na pewno wśród górali musi być jakiś przystojny, ale normalny gej. Bez zboczeń, bez perwersji. Tylko w tej pipidówce to zapewne same krypciochy się szlajają. Muszę coś wymyślić. Koniecznie!
Wstałem i wyszedłem na taras. Matti kończył właśnie rozmowę.
- Dobrze, w porządku... Zatem do zgadania. I na pewno będę pamiętał... Pa, mamo.
Aha, to z mamą tak trajkotał namiętnie. Usiadłem w fotelu, wyciągając napoczętą już paczkę papierosów i zapalniczkę. Ułożyłem ten zestaw na stoliku.
- Znowu będziesz palił? - głos Mattiego przeleciał przez balustradę.
- Jak zawsze - wzruszyłem ramionami.
- To może przy okazji opowiesz o swoich doznaniach po drugiej stronie.
Patrzył na mnie poważnie, oczekując dalszego ciągu opowieści, która go rajcowała bardziej niż długonoga Dżastina z kursu.
- Niestety nic nie pamiętam.
Skłamałem oczywiście. Coś tam pamiętałem. No może nie z tego wypadku w "Papierosie...", kiedy zapadłem w śpiączkę na kilka długich dni. Bardziej chodziła mi po głowie utrata przytomności podczas piątkowej biby u tego gejucha wrednego, Oskara. Przeniosłem się gdzieś. Do innego miejsca. Tylko co to mogło być? Klub, muzyka, mężczyźni, dwie niewyraźne twarze, rozmyte, a jednak dziwnie znajome.
- Zawsze możesz zastosować hipnozę. Cofniesz się pamięcią do dnia wypadku i być może nawet odzyskasz wspomnienia z pobytu po drugiej stronie.
- Jesteś szalony - odparłem z uśmiechem.
Wyciągnąłem papierosa. Przez chwilę obracałem go w palcach. Może i szalony, ale to nie byłby głupi pomysł, zwłaszcza że mam dziwne i niepokojące przeczucia. Odpaliłem fajkę i mocno się zaciągnąłem. Dym łagodnie podrażnił gardło i krtań, dostając się do płuc. Ukojenie rozstrojonych po całym dniu nerwów przyszło od razu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

